Tylko nie zurych…

Praca.. jak to właściwie jest z tą pracą?


„tylko nie do Zurychu” – usłyszałem od znajomego, kiedy czekałem na następną ofertę pracy.
Kończyliśmy właśnie projekt w Sargans, piękne miejsce, małe miasteczka pośród gór, klimat typowej Szwajcarii, bo dla mnie typowa Szawjcaria to małe miasteczka, wsie, góry i lasy, nie duże miasta, bo te niewiele różnią się od naszych, no może poza tym, że u nas jest więcej przestrzeni. Na przykład Zurych jest bardzo ściśle zabudowany.
Miasta szwajcarskie są czystsze od polskich, zasadniczo tak. W Polsce mieszkam w 200 tysięcznym mieście, jak na szwajcarskie standarty jest to bardzo duże miasto. Uważam, że jest czyste w porównaniu z tymi z Ch. Jednak np. w Zurychu pewnego razu wracając z pracy, trafiłem do dzielnicy, która wyglądała jak typowa polska dzielnica robotnicza, no cóż, może akurat zapomnieli posprzątać 😉

Przez ponad miesiąc jeździłem codziennie przez Zurych, czasem obwodnicą, czasem przez centrum. Mieszkałem wtedy w Adliswil, a pracowałem w Kloten, niedaleko lotniska, więc miałem okazję zobaczyć miasto z różnej perspektywy. No cóż, wolę szwajcarską prowincję 😉

Adliswil i hotel, to już inna opowieść, dość ciekawa z punktu podejścia do klienta, czyli robotnika-auslandera, bo niestety często tak jesteśmy tam traktowani.
Często znajdziecie w necie czy książkach opisy, jak to cudownie jest w tym pięknym alpejskim kraju.. no cóż, jeżeli ktoś trafił do korpo, gdzie życzliwi ludzie wszystko za niego załatwią, albo jest się żoną lub partnerką Szwajcara, który powie nam, o co chodzi z załatwianiem różnych spraw..
Co innego, kiedy musicie sami załatwić kartę do telefonu, otworzyć konto w banku, czy znaleźć parking, bo firma nie wpadła na to, że może samochód, którym przyjedziecie do pracy, trzeba gdzieś zaparkować (następna ciekawa historia)

No cóż, jedna z pierwszych rzeczy, której się tu nauczyłem, to to, że tu nie ma nic za darmo, za wszystko musisz zapłacić.

Ale dlaczego właściwie „tylko nie do Zurychu”?
Sprawa okazała się banalna. W Szwajcarii około 25% mieszkańców nie jest obywatelami tego kraju. Stąd też część kadry kierowniczej również nie jest obywatelami Szwajcarii. W pierwszej mojej pracy moim szefem był Szwajcar i pracowało się fajnie. Praca była jak to przy dużych projektach, zwłaszcza na finiszu, ale był porządek. Niestety mój szef w następnej pracy nie był już Szwajcarem i z porządkiem i kulturą różnie bywało. Z językiem też.

Przewijanie do góry